czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 4

TO BYŁ GENIALNY POMYSŁ.

*ANN*

Ciemno, światła w postaci laserów, głośna muzyka. Przepychając się przez tłum, dostałam się do mini baru i wzięłam sobie piwo. Potem następne i kolejne. Piję właśnie czwarte piwo. Może piąte? Nie wiem. Ledwo się trzymam, czuję że zaraz zwymiotuję. Biegnę do łazienki, to znaczy mam nadzieję, że to łazienka. Otwieram pierwsze drzwi jakie zobaczyłam. Bingo! Klękam i zawartość żołądka trafia do wanny. Czuję, że ktoś przytrzymuje mi włosy. Chcę sprawdzić kto, ale ciało przeszywa kolejny dreszcz. 
- Spokojnie, oddychaj. -powiedział nieznajomy głos. Męski.
Po około 4 minutach zwróciłam wszystko i postanowiłam ujrzeć bohatera, który uratował moje włosy. O cholerka. Duże, brązowe oczy. Lekki zarost. Idealnie ułożone jasno brązowe włosy. Ubrany w zwykły czarny tshirt oraz jeansy. Że też musiał oglądać mnie w takiej żenującej sytuacji!
- A więc uratowałeś moje włosy. Wielkie dzięki. -szepnęłam. Ojoj, gardło zaczyna mnie boleć.
- Zawsze do usług. -podał mi dłoń, żeby pomóc mi wstać. - Jestem Derek. Kręciłem się w pobliżu i nagle usłyszałem kaszel. Wcale nie obserwowałem Cię od jakiś 30 minut. - przepraszam, że co? Żartuje sobie ze mnie?
- Jestem Ann. Znajomi mówią mi Vivi. W każdym razie muszę już iść. Przyjaciółki pewnie mnie szukają, wybacz! - i wybiegłam zostawiając świrniętego przystojniaka samego wraz z moimi wymiocinami. Co za wstyd. Czy on naprawdę mnie obserwował? Może przesadziłam? Teraz już za późno na rozmyślania. Nie ważne. Muszę odpocząć, gdzie jest Sue? Rozejrzałam się i po chwili ujrzałam kawałek jej sukienki. Ruszyłam w tamtym kierunku. Prawie. Ktoś o niezwykłej klacie i szerokich ramionach wszedł mi w drogę.
- Hej! Nie chciałem Cię wystraszyć. Zauważyłem Cię przy barze jak brałaś piwo już lekko wstawiona. Chwilę potem prawie się przewróciłaś i gdzieś pobiegłaś. Pomyślałem, że jakoś się przydam. I widzisz,uratowałem Ci włosy. -powiedział głośno Derek. Muzyka była stanowczo za głośno.
- Nie boję się. Ja naprawdę muszę poszukać przyjaciółki. Źle się czuję, czas wracać do domu.
- Która to?
- To ta w... -zniknęła. A już ją miałam! Tutaj jest ze sto osób. Prędzej zemdleję niż ją znajdę. 
- Mam rozumieć, że przeze mnie straciłaś ją z oka?
- Dokładnie tak. -powiedziałam zirytowanym głosem. Przystojny, ale wkurzający.
- Całe szczęście, że to dom kumpla. Chodź, pokażę Ci wolny pokój. Odpoczniesz a ja poszukam...
- Sue. Ma na imię Sue. -dokończyłam za niego zdanie.
Wziął mnie za rękę i poszliśmy po schodach na górę. Otworzył trzecie drzwi i weszliśmy do środka. 
- Połóż się wygodnie. Zdejmij te szpile, przykryj się. Niedługo wrócę. -wskazał ręką na łóżko. Po chwili dodał: - Jak ona wygląda?
- Szczupła, brunetka. Czarna bombka, różowe usta. Poradzisz sobie?
- Jasne. -puścił mi oczko i wyszedł.
Położyłam się, zdjęłam szpilki jak mówił. Co za cudowne uczucie. Niestety trwało tylko chwilę, bo nadszedł okropny ból głowy. Zaśnij Ann, zaśnij, zaśnij Ann... I po sekundzie przestało mnie cokolwiek obchodzić, gdyż zwyczajnie zasnęłam.

wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział #3

DO ROBOTY.

   - Dzień Dobry. Chciałabym zapytać, czy poszukujecie kogoś do pracy? Najlepiej w tygodniu, w weekendy mam zajęcia. Będę zadowolona z każdego, w miarę dobrze płatnego stanowiska.
- Cześć, cześć. Owszem, poszukujemy, ale jest już kilku chętnych więc nie mogę zbyt wiele obiecać. Zostaw swoje CV i postaramy się odezwać dziś wieczorem. -oznajmił chłopak z kręconymi włosami i pięknym, ogromnym uśmiechem.
- Tak, proszę. Dzięki! To do zobaczenia, mam nadzieję. -ostatnie zdanie rzuciłam wychodząc przez drzwi.
- Poczekaj!
- Tak? -zapytałam lekko zdziwiona.
- Zostawiłaś torebkę. Ano i skorzystam z okazji, jestem James. James Holder. -wyciągnął dłoń w moim kierunku.
- Mój boże, ale ze mnie gapa! Wielkie dzięki. Sue Mercer, miło mi.
- Pilnuj się następnym razem, nie każdy w tych czasach jest taki uczciwy,
Na koniec uśmiechnęłam się i wyszłam z baru o nazwie "Century". Nie miałam innego wyboru. To miejsce było najbliżej domu, nie chcę pracować gdzieś dalej. Przecież nie znam tego miasta zupełnie. Spojrzałam na swój telefon:

1 NIEODEBRANE POŁĄCZENIE OD: ANN.

- Halo?
- No i jak tam podanie o pracę? -zapytała Ann.
- Mają wiele chętnych ludzi, mają oddzwonić wieczorem. Myślę jednak, że odstanę tą pracę. Chłopak, który wziął ode mnie CV był strasznie miły. Może się udać. A u Ciebie jak? Znalazłaś coś?
- Oczywiście, że... nie! -pisnęła moja ukochana głupolka.
No nie, nie wytrzymam. Umowa była taka, że obie znajdziemy pracę. Ktoś musi płacić za rachunki.
- No luz, przecież żartuję! Byłam w kawiarni, piekarni i bibliotece. Zgadnij co wybrałam? -dodała po sekundzie.
- Wiem, że kochasz książki. Każdy o tym wie. Biblioteka!
- Brawo. Dobra, widzimy się w domu. Pa!
- Do zobaczenia za godzinę. -rzuciłam w odpowiedzi.

   Wchodząc po schodach usłyszałam ciche śmiechy dochodzące z naszego mieszkania.
Uchyliłam lekko drzwi i uwaga:
- Ann? Co to za muzyka?
Nikt nie odpowiada.
- Do cholery, Ann!
- BUUUUUU! -krzyknęła moja przyjaciółka z moją nieprzyjaciółką. Czarne, kręcone włosy i pulchne poliki. Ładna.
- Nie boję się Ciebie, zawsze to robisz. Ale kim jest ta o to dziewczyna? -zapytałam.
- Wyluzuj, Lydia jestem. Mieszkam pod wami, widziałam jak się wczoraj wprowadzacie i stwierdziłam, że się przedstawię. A najlepsze jest to, że chodzimy na tą samą uczelnie. Nieźle prawda? Strasznie się cieszę. Teraz we trójkę będziemy mogły spędzać czas! Od roku już tu siedzę sama z tymi dziadami z innych mieszkań.
- Hej, jestem Sue. Tak, tak. Też się cieszę, że mieszkasz z nami. -ta dziewczyna mówiła niezwykle szybko.
- No to co? Ubierajcie się. Zabieram was na pierwsze wasze party w Tucson! Włóżcie coś normalnego. Sukienkę, ale nie zbyt sexy. Nie róbcie sobie złej opinii na sam początek. Za godzinę zbieramy się pod blokiem! -i tak Lydia wybiegła w podskokach z naszego mieszkania.
- Fajna całkiem. Taka szalona. Opowiedziała mi trochę o tutejszych zasadach. Idziemy na imprezę do jakiegoś bractwa, nie czaję tego. W każdym razie czas się szykować.
   Sama nie wiem co o tym myśleć. Jesteśmy tu dwa dni. Praca, mieszkanie, rachunki, nowi sąsiedzi. I jeszcze impreza? Nie wiem. Ale chyba i tak nie mam nic do gadania, z Ann nigdy nie wygrasz. A co do Lydii, okaże się w międzyczasie jaka jest. Nie daję zaufania byle komu.
   45 minut później byłam już gotowa. Lekko podkreśliłam oczy, za to postawiłam na różową szminkę. Podkręciłam włosy, moje loki nie są aż tak bujne jak bym chciała. Nałożyłam czarną, niewielką bombkę z długimi rękawami. Czarne szpilki czy baleriny? Niech będzie, szpilki! Ann wybrała jasnoniebieską kloszowaną sukienkę, szare szpilki, usta podmalowała błyszczykiem oraz wyprostowała dokładnie włosy.
- Gotowe? -wpadła nasza nowa znajoma w dość odważnej sukience. Ta dziewczyna musi być lubiana, byle kto nie zakłada czerwonej miniówy, prawda?
- Zawsze. -opowiedziałyśmy z Ann w tym samym czasie i złapałyśmy się za ręce. Raz się żyje.

piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział #2

USTALMY PEWNE ZASADY.


   Nigdy nie sądziłam, że uda mi się osiągnąć tak wiele. Nie miałam łatwo, nie mogłam pobiec do rodziców z płaczem i poprosić o pożyczkę. Zawsze mogłam liczyć tylko na siebie. Wyobrażacie to sobie? 19 lat żyłam z własnych pieniędzy. Pracowałam w piekarni, sklepie, na zmywaku w nocnym barze. Nigdy nie potrafiłam sobie wyobrazić czegoś takiego jak własne mieszkanie, bilet do Stanów. A jednak marzenia się spełniają! Ja Susan Mercer, właśnie przekręcam kluczyk do Nowego Świata.
- Poczekaj! -pisnęła Ann. Wyciągnęła kamerę (ma ją zawsze przy sobie) i zaczęła nagrywać jeden z najważniejszych momentów naszego życia.
- A o to nasze nowe królestwo! -oznajmiłam uroczystym głosem.
Łazienka, kuchnia, dwa pokoje i przedpokój. Białe ściany, czarne płytki na podłodze. Mebli było niewiele, ale specjalnie zaoszczędziłyśmy trochę pieniędzy aby kupić parę dodatków.
   Po rozpakowaniu postanowiłyśmy przejść się na miasto. Ann stwierdziła, że nie pójdzie spać póki nie kupimy różnych dekoracji. Pojechałyśmy autobusem do Centrum, wysiadłyśmy tuż przed sklepem o nazwie "Arizona Vintage 24h". To śmieszne, po co komu sklep z ozdobami przez całą dobę? Czy to właśnie jest Ameryka?
   Przynajmniej ładnie pachniało. Wygląd sklepu był świetny. Towar był idealnie rozłożony, niczego nie dało się przegapić. 
- W czymś pomóc? -zapytała młoda dziewczyna zza lady.
- Na razie dziękujemy. -odpowiedziałam za Ann, która była zbyt zajęta przeglądaniem obrazów.
   Po niecałej godzinie kupiłyśmy już wszystkie dodatki. Postanowiłyśmy nadać trochę koloru naszemu mieszkaniu. Kuchnia prezentowała się w kremowo-różowych kolorach, za to łazienkę dałyśmy w odcieniach brązu i zgniłej zieleni. Przedpokój udekorowałyśmy własnoręcznie pomalowanymi delikatnymi kwiatami ciągnącymi się aż do rozwidlenia drogi. Po mojej stronie kwiaty były fioletowe, jako że to mój ulubiony kolor a po stronie Ann, były białe. Nie wyglądało to komicznie, wręcz przeciwnie. Z nudnego mieszkania, zrobiłyśmy przyjemne miejsce na herbatkę. Nie planowałyśmy robić tutaj jakiś wielkich imprez, ponieważ stwierdziłyśmy, że musimy dbać o to miejsce. O nasze miejsce, nasz dom. Mój pokój pomalowałam na kremowy kolor z jedną złotą ścianą. Moja przyjaciółka wymyśliła sobie, że złoty kolor doda nam odwagi. Powiesiłam ramki ze zdjęciami przedstawiające mnie wraz z moimi najlepszymi przyjaciółmi. Poza Ann, trzymałam się jeszcze z Liamem, Grace, Mią, Adamem i Danielem. Tęsknie za nimi, oni byli zawsze przy mnie. Powoli każdy z nich dołączał do naszej paczki, ale od trzech lat nie zmienialiśmy składu. Stwierdziliśmy, że dobrze nam tak jak jest. Grace i Liam są parą. Uważam, że to prawdziwa miłość. Zawsze zgodni, radości. Mia i Adam próbowali stworzyć związek, lecz nie udało się to. Daniel to gej. Przyznam, że na początku jak go Liam do nas przyprowadził, nie mogłam się przyzwyczaić. Miałam mnóstwo pytań! I chyba to zauważył bo pewnego dnia poprosił mnie o rozmowę i tak pogadaliśmy zupełnie szczerze. Od tamtej pory, Daniel jest takim jakby doradcą. Każdy dylemat stara się rozwiązać, wypisując argumenty za i przeciw. Ohhh, kocham ich. 
- Zadzwonimy do nich jutro na skypie. -wyrwała mnie z zamyślenia moja nowa współlokatorka.
- Skype? Serio? I to ma mi wystarczyć? Nie sądziłam, że to powiem, ale brakuje mi idiotycznych żartów Adama.
- Ja już tęsknie za głośnym bekaniem Grace i Mii!
- Co do Daniela, obiecał, że pomoże nam z rachunkami. Liam powiedział, że gdybyśmy się zgubiły, mamy dzwonić do niego. Był tutaj kilka razy z rodzicami.
- Nie ma opcji, żebym się tu zgubiła! -wykrzyknęła z uśmiechem Ann. - Wbiłam sobie do głowy całą mapę Tucson, więc raczej nie skorzystamy z jego pomocy. 
- Skoro taka mądra jesteś! 
   Przez resztę wieczoru gadałyśmy, planowałyśmy. Poszłyśmy jeszcze do sklepu, aby zapełnić lodówkę.  Za tydzień zaczną się studia. Dostałyśmy z Domu Dziecka pieniądze na studia, ponieważ w Anglii byłyśmy bardzo dobrymi uczennicami. Nasza uczelnia mieści się kilka ulic dalej od naszego mieszkania. Postanowiłyśmy wybrać się jutro na miasto w poszukiwaniu jakieś pracy. Liam mówił, że bardzo łatwo zaleźć coś dla siebie tam. Będziemy pracować w środku tygodnia, w weekendy będziemy chodzić na uczelnie. Niedługo jeszcze musimy pójść na jakieś zwiedzanie. I zakupy! Oj dobra, koniec opowiadania. Czas iść spać. W myślach odmówiłam cichą prośbę, aby jutro było jeszcze lepsze niż dzisiaj.

wtorek, 26 maja 2015

Rozdział #1








NIENAWIDZĘ SIĘ PAKOWAĆ.

- Spakowana?- wpada rozczochrana Ann.

- Została mi jeszcze kosmetyczka.- odtańczyłam taniec zwycięstwa. Jak na mnie, spakowanie się w dwie godziny to cud.
- Całe szczęście, że potrafię myśleć za nas obie. Nie musisz mi dziękować.- Ann pokazuje mi spakowaną kosmetyczkę. Rzucam się na nią, śmiejemy się. Boże, jak ja ją kocham. Jesteśmy idealną parą. Tylko proszę, nie myślcie sobie o nas, jako o lesbijkach. Parą przyjaciółek. Tylko siostry, żadne tajemnicze związki. Chociaż, z pełnym szacunkiem, nie mamy nic przeciwko homoseksualistom. 
- Ahh, USA! Rozumiesz? Już za kilkanaście godzin, odpoczniemy w naszym nowym mieszkaniu w Tucson! Ariozna, Ariozna, Arizona... Brzmi chłopakami! 
- ANN! -krzyknęłam ze śmiechem.
- No co? Nie rób z siebie takiej cnotki. Ja jadę tam, żeby poznać miłość swojego życia.
Po chwili dodaje:
- I nie mów na mnie Ann. Vivien lub Vivi. 
- Wybacz mi, Viviś. - Zrobiłam duże, maślane oczka.
- Ta mina na mnie nie działa.
- Jaaaasne. 

środa, 20 maja 2015

Prolog



14 LAT TEMU

   Dzisiaj są moje urodziny. Tak mówią moje opiekunki. Mary przyniosła mi ciasteczko z jedną świeczką w kształcie cyfry "5" i zaśpiewała mocno nieczyste " Sto lat...". Podziękowałam, chociaż tak naprawdę nie chciałam żadnych piosenek ani słodyczy. Chciałam rodziców. To oni powinni dzisiaj śpiewać dla mnie, powinni kupić mi ogromny tort i pełno zabawek. A rzeczywistość jest taka, że patrzę na ulice przez moje malutkie okienko w pokoju i przypatruję się ludziom. Dzisiaj 31 grudnia, sylwester. Zakochane pary się całują (ble!), inne dzieci biegają i się śmieją, mężczyźni podpalają fajerwerki. Odwracam się, żeby spojrzeć na intruza, który wdarł się do mnie do pokoju.
- Jak się masz? - zapytała nieznana mi dziewczynka. Wygląda na miłą.
- Dobrze, a ty? - można było wyczuć wahanie w moim głosie.
- Słyszałam, że masz urodziny. Ja miałam tydzień temu, wiesz? I nikt ze mną nie świętował, więc było mi przykro. Pomyślałam, że Tobie też jest przykro. Mam na imię Ann. Chociaż większość mówi mi Vivi. Wszystkiego najlepszego!
Podeszła i przytuliła mnie. To było dziwne uczucie. Do tej pory tylko Mary albo Hanna mnie przytulały. Poczułam ciepło w moim serduszku.
- Dziękuję. To... chcesz się w coś pobawić?- odpowiedziałam pytając.
Siedziałyśmy tak kilka godzin, dopóki nie przyszła po Vivi jedna z opiekunek. Śmiałyśmy się strasznie głośno, dawno tego nie robiłam. Zresztą ona chyba też. W każdym razie, następnego dnia znowu do mnie przyszła.
- Wolisz bawić się lalkami czy idziemy grać w chowanego? - zapytała Vivi.
- No...hm... Chyba wolałabym lalki. 
- I dobrze, bo ja też. Wzięłam jedną ze sobą. Mam ją od dnia kiedy tu trafiłam. Hanna mi opowiadała, że moja mamusia przyniosła mnie tutaj razem z nią.
Lalka wyglądała na starą. Powyrywane włosy, brudna z porwanymi ubrankami.
- Fajna. A oto moja.
Pokazałam jej moją lalkę szmaciankę. Nazwałam ją Mini (od Myszki Mini). Nie była najpiękniejsza, ale nie mogłam narzekać. To była jedyna lalka jaką posiadałam. Reszta to były same pluszaki lub klocki.
   Bawiłyśmy się dwie godziny, aż nadeszła pora na obiad. Ustaliłyśmy, że od dzisiaj będziemy siadać obok siebie.
   I tak też było. Każdego dnia, rok w rok. Byłyśmy jak papużki nierozłączki. Stałyśmy się jednością, niczym bliźniaczki. To była pierwsza osoba, którą pokochałam.                  

Bohaterowie "Destination unknown"

Imię: Susan
Nazwisko: Mercer
Pseudonim: Sue
Wiek: 19
Hobby: Taniec
Imiona rodziców: Nie znane, została wychowana w Domu Dziecka
(Phoebe Tonkin)

Imię: Ann Vivien

Nazwisko: Singer
Pseudonim: Vivi
Wiek: 19
Hobby: Malarstwo
Imiona rodziców: Nie znane, została wychowana w Domu Dziecka
(Shelley Henning)



  • Derek Lakes (Douglas Booth)
  • Heath Luck (Daniel Sharman)
  • James Holder (Dylan O'brien)
  • Lydia Hale (Selena Gomez)