wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział #3

DO ROBOTY.

   - Dzień Dobry. Chciałabym zapytać, czy poszukujecie kogoś do pracy? Najlepiej w tygodniu, w weekendy mam zajęcia. Będę zadowolona z każdego, w miarę dobrze płatnego stanowiska.
- Cześć, cześć. Owszem, poszukujemy, ale jest już kilku chętnych więc nie mogę zbyt wiele obiecać. Zostaw swoje CV i postaramy się odezwać dziś wieczorem. -oznajmił chłopak z kręconymi włosami i pięknym, ogromnym uśmiechem.
- Tak, proszę. Dzięki! To do zobaczenia, mam nadzieję. -ostatnie zdanie rzuciłam wychodząc przez drzwi.
- Poczekaj!
- Tak? -zapytałam lekko zdziwiona.
- Zostawiłaś torebkę. Ano i skorzystam z okazji, jestem James. James Holder. -wyciągnął dłoń w moim kierunku.
- Mój boże, ale ze mnie gapa! Wielkie dzięki. Sue Mercer, miło mi.
- Pilnuj się następnym razem, nie każdy w tych czasach jest taki uczciwy,
Na koniec uśmiechnęłam się i wyszłam z baru o nazwie "Century". Nie miałam innego wyboru. To miejsce było najbliżej domu, nie chcę pracować gdzieś dalej. Przecież nie znam tego miasta zupełnie. Spojrzałam na swój telefon:

1 NIEODEBRANE POŁĄCZENIE OD: ANN.

- Halo?
- No i jak tam podanie o pracę? -zapytała Ann.
- Mają wiele chętnych ludzi, mają oddzwonić wieczorem. Myślę jednak, że odstanę tą pracę. Chłopak, który wziął ode mnie CV był strasznie miły. Może się udać. A u Ciebie jak? Znalazłaś coś?
- Oczywiście, że... nie! -pisnęła moja ukochana głupolka.
No nie, nie wytrzymam. Umowa była taka, że obie znajdziemy pracę. Ktoś musi płacić za rachunki.
- No luz, przecież żartuję! Byłam w kawiarni, piekarni i bibliotece. Zgadnij co wybrałam? -dodała po sekundzie.
- Wiem, że kochasz książki. Każdy o tym wie. Biblioteka!
- Brawo. Dobra, widzimy się w domu. Pa!
- Do zobaczenia za godzinę. -rzuciłam w odpowiedzi.

   Wchodząc po schodach usłyszałam ciche śmiechy dochodzące z naszego mieszkania.
Uchyliłam lekko drzwi i uwaga:
- Ann? Co to za muzyka?
Nikt nie odpowiada.
- Do cholery, Ann!
- BUUUUUU! -krzyknęła moja przyjaciółka z moją nieprzyjaciółką. Czarne, kręcone włosy i pulchne poliki. Ładna.
- Nie boję się Ciebie, zawsze to robisz. Ale kim jest ta o to dziewczyna? -zapytałam.
- Wyluzuj, Lydia jestem. Mieszkam pod wami, widziałam jak się wczoraj wprowadzacie i stwierdziłam, że się przedstawię. A najlepsze jest to, że chodzimy na tą samą uczelnie. Nieźle prawda? Strasznie się cieszę. Teraz we trójkę będziemy mogły spędzać czas! Od roku już tu siedzę sama z tymi dziadami z innych mieszkań.
- Hej, jestem Sue. Tak, tak. Też się cieszę, że mieszkasz z nami. -ta dziewczyna mówiła niezwykle szybko.
- No to co? Ubierajcie się. Zabieram was na pierwsze wasze party w Tucson! Włóżcie coś normalnego. Sukienkę, ale nie zbyt sexy. Nie róbcie sobie złej opinii na sam początek. Za godzinę zbieramy się pod blokiem! -i tak Lydia wybiegła w podskokach z naszego mieszkania.
- Fajna całkiem. Taka szalona. Opowiedziała mi trochę o tutejszych zasadach. Idziemy na imprezę do jakiegoś bractwa, nie czaję tego. W każdym razie czas się szykować.
   Sama nie wiem co o tym myśleć. Jesteśmy tu dwa dni. Praca, mieszkanie, rachunki, nowi sąsiedzi. I jeszcze impreza? Nie wiem. Ale chyba i tak nie mam nic do gadania, z Ann nigdy nie wygrasz. A co do Lydii, okaże się w międzyczasie jaka jest. Nie daję zaufania byle komu.
   45 minut później byłam już gotowa. Lekko podkreśliłam oczy, za to postawiłam na różową szminkę. Podkręciłam włosy, moje loki nie są aż tak bujne jak bym chciała. Nałożyłam czarną, niewielką bombkę z długimi rękawami. Czarne szpilki czy baleriny? Niech będzie, szpilki! Ann wybrała jasnoniebieską kloszowaną sukienkę, szare szpilki, usta podmalowała błyszczykiem oraz wyprostowała dokładnie włosy.
- Gotowe? -wpadła nasza nowa znajoma w dość odważnej sukience. Ta dziewczyna musi być lubiana, byle kto nie zakłada czerwonej miniówy, prawda?
- Zawsze. -opowiedziałyśmy z Ann w tym samym czasie i złapałyśmy się za ręce. Raz się żyje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz