NIENAWIDZĘ SIĘ PAKOWAĆ.
- Spakowana?- wpada rozczochrana Ann.
- Została mi jeszcze kosmetyczka.- odtańczyłam taniec zwycięstwa. Jak na mnie, spakowanie się w dwie godziny to cud.
- Całe szczęście, że potrafię myśleć za nas obie. Nie musisz mi dziękować.- Ann pokazuje mi spakowaną kosmetyczkę. Rzucam się na nią, śmiejemy się. Boże, jak ja ją kocham. Jesteśmy idealną parą. Tylko proszę, nie myślcie sobie o nas, jako o lesbijkach. Parą przyjaciółek. Tylko siostry, żadne tajemnicze związki. Chociaż, z pełnym szacunkiem, nie mamy nic przeciwko homoseksualistom.
- Ahh, USA! Rozumiesz? Już za kilkanaście godzin, odpoczniemy w naszym nowym mieszkaniu w Tucson! Ariozna, Ariozna, Arizona... Brzmi chłopakami!
- ANN! -krzyknęłam ze śmiechem.
- No co? Nie rób z siebie takiej cnotki. Ja jadę tam, żeby poznać miłość swojego życia.
Po chwili dodaje:
- I nie mów na mnie Ann. Vivien lub Vivi.
- Wybacz mi, Viviś. - Zrobiłam duże, maślane oczka.
- Ta mina na mnie nie działa.
- Jaaaasne.
- Jaaaasne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz