Dzisiaj są moje urodziny. Tak mówią moje opiekunki. Mary przyniosła mi ciasteczko z jedną świeczką w kształcie cyfry "5" i zaśpiewała mocno nieczyste " Sto lat...". Podziękowałam, chociaż tak naprawdę nie chciałam żadnych piosenek ani słodyczy. Chciałam rodziców. To oni powinni dzisiaj śpiewać dla mnie, powinni kupić mi ogromny tort i pełno zabawek. A rzeczywistość jest taka, że patrzę na ulice przez moje malutkie okienko w pokoju i przypatruję się ludziom. Dzisiaj 31 grudnia, sylwester. Zakochane pary się całują (ble!), inne dzieci biegają i się śmieją, mężczyźni podpalają fajerwerki. Odwracam się, żeby spojrzeć na intruza, który wdarł się do mnie do pokoju.
- Jak się masz? - zapytała nieznana mi dziewczynka. Wygląda na miłą.
- Dobrze, a ty? - można było wyczuć wahanie w moim głosie.
- Słyszałam, że masz urodziny. Ja miałam tydzień temu, wiesz? I nikt ze mną nie świętował, więc było mi przykro. Pomyślałam, że Tobie też jest przykro. Mam na imię Ann. Chociaż większość mówi mi Vivi. Wszystkiego najlepszego!
Podeszła i przytuliła mnie. To było dziwne uczucie. Do tej pory tylko Mary albo Hanna mnie przytulały. Poczułam ciepło w moim serduszku.
- Dziękuję. To... chcesz się w coś pobawić?- odpowiedziałam pytając.
Siedziałyśmy tak kilka godzin, dopóki nie przyszła po Vivi jedna z opiekunek. Śmiałyśmy się strasznie głośno, dawno tego nie robiłam. Zresztą ona chyba też. W każdym razie, następnego dnia znowu do mnie przyszła.
- Wolisz bawić się lalkami czy idziemy grać w chowanego? - zapytała Vivi.
- No...hm... Chyba wolałabym lalki.
- I dobrze, bo ja też. Wzięłam jedną ze sobą. Mam ją od dnia kiedy tu trafiłam. Hanna mi opowiadała, że moja mamusia przyniosła mnie tutaj razem z nią.
Lalka wyglądała na starą. Powyrywane włosy, brudna z porwanymi ubrankami.
- Fajna. A oto moja.
Pokazałam jej moją lalkę szmaciankę. Nazwałam ją Mini (od Myszki Mini). Nie była najpiękniejsza, ale nie mogłam narzekać. To była jedyna lalka jaką posiadałam. Reszta to były same pluszaki lub klocki.
Bawiłyśmy się dwie godziny, aż nadeszła pora na obiad. Ustaliłyśmy, że od dzisiaj będziemy siadać obok siebie.
I tak też było. Każdego dnia, rok w rok. Byłyśmy jak papużki nierozłączki. Stałyśmy się jednością, niczym bliźniaczki. To była pierwsza osoba, którą pokochałam.